Moje Gadu-Gadu: 34230200
Zachęcam na tt: @EvelineOffic
Masz jakieś pytanie do mnie? WAL ŚMIAŁO - ASK.FM



piątek, 24 sierpnia 2012

Rozdział 41.


- Co dziś robimy? – spytał Niall gdy wszyscy siedzieliśmy już przy stole na śniadaniu.
- Wy nie wiem. – spojrzałam na Zayna pytająco. – Bo ja zabieram Sam. – uścisnął moją dłoń i pocałował w policzek.
- A gdzie? – spytałam wpatrując się w jego cudowne oczy.
- Na spacer, do zoo, do kina... –  zaczął wyliczać. – Gdzie tylko zachcesz.  
- No i jeszcze w najbliższym czasie muszę cie zabrać do moich rodziców. Jesteśmy już tak długo razem a ty ich jeszcze nie poznałaś. – spojrzał mi głęboko w oczy i położył dłoń na  moim policzku. Musnął ledwo moje usta, i uśmiechnął się zawadiacko.

Szliśmy pod rękę wolnym krokiem po parku. Głowę  opierałam o jego ramię. Chłopak opowiadał o swoim dzieciństwie. 
- To gdzie teraz chcesz iść śliczna? – musnął ustami mój policzek.
- Z tobą wszędzie. – mocniej przytuliłam się do jego ramienia. No i tak właśnie minął nasz wspólny dzień. Po spacerze wybraliśmy się do kina. Szczerze to nawet  nie wiem jaki to był film. Całą moją uwagę odwrócił Zayn, który co chwilę mnie zaczepiał i całował. Gdy zbliżał się wieczór wróciliśmy do domu chłopaków. Siedzieliśmy właśnie w salonie rozmawiając o wszystkim kiedy odezwał się telefon Zayna.
- Cześć mamo. – odezwał się gdy tylko odebrał telefon. Uśmiechnął się do mnie i wyszedł na balkon.
- To kiedy jedziesz do jego rodzinki? – spytał Lou szturchając mnie w bok łokciem.
- Nie wiem. To jego rodzinka nie wiem kiedy będzie chciał mnie im przedstawić. – wzruszyłam ramionami. – Ale szczerze? – popatrzyłam na każdego z chłopaków. – To tak się stresuje tym spotkaniem, chociaż jeszcze nie wiem czy do niego dojdzie. – przyłożyłam sobie dłonie do ust. Lekko się uśmiechnęłam. Nim się spostrzegłam obok mnie siedział już Zayn obejmując mnie ramieniem.
- Co tam? – obdarzyłam do szerokim uśmiechem.
- Zabieram cię jutro na obiad do rodziców, a co tam. – założył mi włosy za ucho.
- Tak nagle? – otworzyłam szeroko oczy.
- Nagle? – uśmiechnął się pod nosem.  

Wstałam ran, trochę zdenerwowana dzisiejszym spotkaniem. Zayn miał po mnie przyjechać przed 10 a zegarek wskazywał kilka minut po 8. Pierwsze co zrobiłam po pobudce było zejście na dół do kuchni i zjedzenie czegoś. Pochłonęłam tosty z sokiem pomarańczowym i ruszyłam wziąć prysznic. Miałam nadzieje, ze chłodny strumień wody zmyje ze mnie odrobinę stresu. Trochę się przeliczyłam. Wyjęłam z szafy w miarę stosowny na tę okazję strój, zrobiłam lekki makijaż  i upięłam włosy . Dochodziła 10 kiedy odezwał się dzwonek do drzwi. Otworzyłam drzwi a ukazał mi się Zayn w białej koszuli z  podwiniętymi rękawami i krawatem.
- No choć piękna. – wyciągnął do mnie rękę którą od razu chwyciłam. – Wyglądasz przepięknie. – szepnął mi do ucha.
- I kto to mówi. – pocałowałam go w policzek. Chłopak otworzył mi drzwi do auta. Gdy ja trudziłam się z zapięciem pasów, Malik zdążył wsiąść do pojazdu i odpalić silnik.
- Wiesz mogli byśmy zostać u rodziców na trochę… - zaczął, skręcając w lewo.
- Innym razem, jutro idę do szkoły, i nie mogę opuszczać tyle zajęć.
- Wieem… - jęknął smutny.
Droga do Bradford trwała niecałe 4 godziny. Zayn zajechał pod dom i zaparkował samochód.
- Choć – wyciągnął rękę i pomógł mi wysiąść z auta.
- Boje się. – jęknęłam cicho, chłopak odwrócił się do mnie i czule pocałował.
- Kogoś takiego jak ty nie da się nie lubić. – obiją mnie ramieniem i ruszył w kierunku drzwi wejściowych. Nawet nie dotknął klamki kiedy drzwi się otworzyły i wyszła kobieta z ciemnymi włosami. Mocno przytuliła Zayna. Chłopak oczywiście nie pozostał dłużny i mocno uściskał kobietę.
- Mamo…- odsunął się troszeczkę. – To jest Sam. – Czarnowłosa kobieta spojrzała na mnie z uśmiechem.
- Sammi. – przytuliła mnie. – Rzeczywiście bardzo ładna.
- Sammi? – spytałam zdezorientowana i spojrzałam na Zayna z uniesionymi brwiami. Chłopak wzruszył ramionami i uśmiechnął się słodko. Ruszył do domu.
-Mam nadzieje, że Zayn cię dobrze traktuje. – uśmiechnęła się do mnie i wzięła mnie pod rękę ruszając do mieszkania. Po chwili pojawił się mężczyzna. Za pewne tata chłopaka.
- Nie wiedziałem, ze mój syn ma taki gust. – na te słowa Zayn dumnie wypił pierś. Facet uśmiechnął się szeroko i szturchnął chłopaka w ramię. Potem zaczęli się przepychać.
- Jak dzieci. – Powiedziała kobieta stojąca obok mnie.

- Coś długo zwlekałeś zanim przywiozłeś Sam do nas. – odezwała się Waliya jedząc deser.
- Waliya, nie czepiaj się. Twój brat zajęty jest. – uśmiechnął się do syna ojciec.
- Dobrze że przewiozłem cie tu w końcu. – uścisną moja dłoń Zayn
- Bardzo miło było cie poznać, ale ja muszę jeszcze coś dzisiaj załatwić. – uśmiechnęła się starsza siostra mojego chłopaka.
- Doniya, nie może to poczekać? – odezwała się ich mama. Dziewczyna pokręciła smutno głową. Pożegnała się z rodzina i przytuliła mnie na do widzenia. Po obiedzie usiedliśmy w ogrodzie, rozmawiając.

- Nie zostaniecie na noc? – spytała ponownie kobieta.
- Niestety mamo nie możemy. Ale obiecuję, ze przyjedziemy następnym razem na dłużej. – ucałował kobietę w policzek i ruszyliśmy w drogę powrotną.
- Nie wiem czego się bałam. – spojrzałam na chłopaka który w skupieniu prowadził aut.
-Mówiłem, ze cię polubią. – uśmiechnął – Tylko teraz już się nie wywiniesz i będziemy musieli następnym razem zostać na dłużej. – uścisnęłam jego rękę która leżała na jego nodze.  W drodze powrotnej zdrzemnęłam się. Przebudziłam się w czasie kiedy Malik wnosił mnie do domu.
- I jak było? – od razu spytał Harry. Zayn postawił mnie delikatnie, ale i tak przytuliłam się do jego ramienia.
- Dowiedziałam się, że Zayn mówi na mnie Sammi w rodzinie. – zaśmiałam się cicho.
- Przecież on tak zawsze o tobie mówi. – odezwał się Niall wychodząc z kuchni.
- Nigdy nie słyszałam.
- No to choć Sammi spać. – uśmiechnął się Zayn i ucałował mnie w usta. 

______________________________________
WIEM JEST BEZNADZIEJNY. Okropny.... Mam wiele pomysłów. Ale nie chce mi się tego zapisać. A ten rozdział jest takin nuuuudny. Dlaczego go dodałam? Dawno nie było nowego i coś dodać chciałam... 

Rozważałam nawet opcje zawieszenia lub usunięcia bloga.. Ale nie zrobię tego. Muszę się zebrać kilka rozdziałów, żebym spokojnie mogła dodawać systematycznie i pisać nowe.. Kurcze jeszcze wszystko rozważę.

Napisała bym coś o całej aferze z Zaynem, niespodzianka, i innymi rzeczami, ale za pewne i tak już wszystko wiecie *.*  xD
Kocham was za to że i tak jesteście tu ze mną : ***

 on poprostu jest bokiem seksu *______*
  zakochałam się w nim po raz kolejny xD

piątek, 17 sierpnia 2012

Rozdział 40.


Trochę wkurzona zeszłam na dół  by sprawdzić co się dzieje.
- Moi kochani rodzice… - zaczęłam spokojnie. – Dlaczego się tak drzecie z samego rana?! – mój głos był trochę podniesiony ale cały czas się lekko uśmiechałam.
- A nic skarbie. – odezwała się mama uciszając tym samym tatę który usiłował coś powiedzieć. – To jest teraz nie ważne. – spojrzała na tatę spod zmrużonych oczu.
- Okeeeeej. – spojrzałam na dwójkę dziwnie powoli cofając się po schodach powrotem na górę. – Uznajmy ze to było normalne. – krzyknęłam jak stałam już na górze. Odwróciłam się w stronę mojego pokoju i wywróciłam oczami.
~2 tygodnie później~
- Skarbie my wychodzimy! – krzyknęła mama. Zbiegłam do nich na dół.
- Okeej. – uśmiechnęłam się do nich. Otworzyłam lodówkę i napiłam się soku.
- Wrócimy późno w nocy, jak nie nad ranem. – tata obiją mamę i posłał mi spojrzenie pełne troski.
- Tato, nie jestem małym dzieckiem, poradzę sobie. – podeszłam pod nich i poklepałam rodziców po ramieniu. – Udanego wieczoru państwu życzę. – uśmiechnęłam się i rodzice zniknęli za drzwiami. Rozłożyłam się na sofie i oglądałam jakieś pierdoły w TV. Już od 2 tygodni nie widziałam się z Zaynem i cholernie za nim tęskniłam. Długie rozmowy i esemesowanie mi nie wystarczały. Chciałam go mieć przy sobie tu i teraz. Wyciągnęłam telefon i wybrałam numer chłopaka.
- Hej piękna – odezwał się zaraz  po pierwszym sygnale.
- Heej. – przeciągnęłam. – Wiesz że tęsknie?
- A nawet nie wiesz jak bardzo ja. – zaśmiał się. Rozległ się dzwonek do drzwi.
- A to kto? – jęknęłam. Otworzyłam drzwi z telefonem przy uchu i zobaczyłam Zayna opierającego się o ścianę obok drzwi.
- Hej piękna. – schował telefon do kieszonki i przytulił mnie do siebie. Rzuciłam komórkę gdzieś za siebie i objęłam chłopaka.
- Tęskniłem. – ujął moją twarz w dłonie i namiętnie pocałował. Teraz byłam już pewna. Nie odrywając się od chłopaka szłam tyłem w stronę schodów. Malik chyba zrozumiał bo zatrzymał się i jednym ruchem podniósł mnie do góry. Oplotłam nogi w ogół jego bioder i rekami przytrzymałam się jego szyi i przestając go całować. Zaniósł mnie do mojego pokoju którego drzwi zamknął zaraz za sobą.
Zaczęłam ściągać z niego ubrania które lądowały na podłodze. Oczywiście nie zostawał mi dłużny. Jego gorące ciało napierało na moje.
- Kocham cię – szepnął mi do ucha i poczułam jak wchodzi we mnie. W oczach pojawiły się łzy przez niewielki ból jaki towarzyszył temu doznaniu, lecz ból znikną oddając miejsce bezgranicznej przyjemności. Moje ręce błądziły po jego plecach.  Oboje doszliśmy w tym samym czasie. Chłopak wciąż leżał na mnie przygniatając mnie. Całował moją szyje, włosy… Mój przyśpieszony oddech nie mógł się uspokoić.
- Bo było… najlepsze co spotkało mnie w życiu. – szepnęłam do ucha chłopaka który teraz już leżał obok mnie.
- Mówiłem ci że jesteś piękna? – spytał odgarniając mi włosy z twarzy. Przytaknęłam.
- A że jesteś osobą która wypełnia cały mój świat, sprawia że mam po co wstawać rano i że cię kocham jak nikogo wcześniej i chce by tak właśnie wyglądał każdy wieczór do końca życia? – ujął moją twarz w dłonie i spojrzał głęboko w oczy.
- Nie. – odpowiedziałam przygryzając jedna wargę. Chłopak uniósł kącik ust do góry.
- To kiedyś ci powiem. – złożył namiętny pocałunek na moich ustach. Po gorących pocałunkach położyłam głowę na jego klacie i wsłuchiwałam się w bicie jego serca. Zayn delikatnie gładził moje włosy. Położyłam się obok chłopaka. Z dokładnością przyglądałam się każdemu milimetrowi jego twarzy. Była perfekcyjna. Długie, czarne rzęsy, idealny nos, pełne usta… Ujęłam jego dłoń i przyłożyłam ją do ust. Pocałowałam jej wewnętrzną stronę.  Chłopak słodko mrukną.
- Nie śpisz? – spytałam między pocałunkami jego dłoni. Teraz zaczęłam kierować się w górę. Całowałam jego tatuaż i „szłam” dalej.
- Jak mam spać jak wpatrujesz się we mnie od 15 minut? – obrócił głowę w moją stronę i słodko się uśmiechnął. Pocałowałam go w ramie i obcałowywałam obojczyk. Schodziłam niżej całując przy okazji każdy jego tatuaż, których było już sporo. Gdy doszłam do linii jego dolnej części bielizny przejechałam delikatnie językiem objechałam brzeg tej linii.
- Dziewczyno, co ty ze mną robisz. – zaśmiał się Malik i zanim się spostrzegłam leżałam pod chłopakiem który całował mnie po szyi i dekolcie.

Otworzyłam oczy. Obok mnie leżał chłopak który przyglądał mi się.
- Wyspałaś się? – powiedział słodko, poprawiając mi włosy za ucho. Przytaknęłam, składając pocałunek na jego policzku. Rozległo się ciche pukanie do drzwi i do pokoju weszła mama.
- Mamo! – krzyknęłam. Kobieta zaśmiała się i uśmiechnęła. Kątem oka zauważyłam że Zayn zaczerwienił się. Usiadłam na łóżku, na szczęście, sama nie wiem jak, miałam na sobie swoją koszulkę.
- Spokojnie. – oparła się o drzwi. – Jak chcecie to chodźcie na śniadanie. A no i spokojnie tata wyszedł do sklepu i myśli ze spałeś w pokoju obok. Niech zostanie w takiej świadomości dla twojego bezpieczeństwa. – mrugnęła do chłopaka i zniknęła za drzwiami. Opadłam na poduszkę i przytuliłam Malika który był skrępowany.
- A no i – odtworzyły się drzwi. Naszym oczom znów ukazała się uśmiechnięta blondynka. – Mam nadzieje że cała noc rozmawialiście a potem po prostu razem zasnęliście. – jej mina spoważniała. – bez dalszych słów zamknęła drzwi. Słychać było tylko kroki na schodach i cisza.
- Tak proszę pani, tylko rozmawialiśmy. – odpowiedział na jej pytanie tylko z lekkim opóźnieniem.
- Pewnie. – zaśmiałam się. Pocałowałam chłopaka. – to była najcudowniejsza noc w moim życiu.
- Kochanie, przed nami jeszcze miliony takich nocy. – pocałował mnie w nos.
- Jesteś głodny? – spytałam tak od czapy.
- Ciebie? Zawsze. – pocałował mnie namiętnie.
- Głupek. – zaśmiałam się i pocałowałam go w policzek. Wstałam z łóżka. Znalazłam swoja koszulkę i zamieniłam ja z tą Zayna.
- Trzymaj. – rzuciłam nią w chłopaka.
- Oh… Dziękuję. – założył ją.

- Potem do was wpadnę. – cmoknęłam delikatnie chłopaka w usta.
- Będziemy czekać. – objął mnie ramieniem i wyszedł.
- Dużo czasu razem spędzacie… - zaczął tata pomagając mamie sprzątać po śniadaniu.
- Tato, mam unikać swojego chłopaka? – schowałam sok do lodówki. Zadzwonił jego telefon.
- Jeszcze o tym porozmawiamy. – spojrzał na mnie mrużąc oczy i wyszedł z kuchni.
- Mamy o tym porozmawiać? – spytała mama patrząc na mnie z troską, Przyjrzałam się jej niezrozumiale.  – No wiesz o tych sprawach.
- Mamo ja nie mam 10 lat… - zaśmiałam się. – Wiem co to są gumki. – po tych słowach mama od razu się odwróciła i spojrzała na mnie przerażona.
- Nie to żebym używała. – wywróciłam oczami.
- A co powiesz o wizycie u ginekologa? – dalej ciągnęła temat.

- Gdzie cie zapisała? – zapytał Harry gdy zaczerpnął powietrza po fazie śmiechu.
- Do ginekologa. – powiedziałam po raz kolejny. – By zapisał mi tabletki antykoncepcyjne. Nie wiesz co to jest?
- Harry z czego ty się właściwie śmiejesz? – spytał go Liam.
- A no bo… no wiecie… przecież… - popatrzył na każdego z nas, z politowanie pokręciłam płową na lewo i prawo.
- Przypomniał mi się taki kawał, że padlibyście. – zaśmiał się sztucznie i lekko uderzył otwartą dłonią w kolano. – Słyszycie? Telefon mi dzwoni, zaraz przyjdę. – wystrzelił jak  strzała.
- On jest głupi. – skwitował Niall.
- Nie, no co ty. – szturchnął go lekko Zayn gdy przechodził obok niego. Obróciłam się w stronę blatu i kontynuowałam robienie kanapki Niallow z powodu przegranego zakładu w którym chodziło o to ze Irlandczyk nie zje całej, dużej paczki cukierków karmelowych, niestety jednak nie doceniłam go.
- To teraz będziemy mogli to robić bez obaw – mruknął mi do ucha ukochany głos. Pocałował mnie w policzek. Czułam jak moje policzki robią się coraz czerwieńsze. Zayn zauważył to i zaczął całować mnie po szyi, wkładał swoją rękę pod moją bluzkę i gładził mi plecy. Liam od krząknął przypominając Malikowi że nie jesteśmy sami.
- Wieczorem – szepnął mi na ucho przygryzając płatek. Wywróciłam oczami. 

______________________________________________
Nudny prawda? Wiedziałam... Kurcze! Ale jak chcecie jeszcze mogę zamiast tej wersji wziąć tamtą! Wystarczy ze napiszecie ze ta jest beznadziejna i że bym tamtą 'załadowała' : ) 

A właściwie... dlaczego dodałam tą? Sugerowałam się ankietą jak i komentarzami pod OSTATNIM wpisem pt. "Streszczenie"! Racja, różnica głosów w ankiecie nie była jakaś gigantyczna... ale chcąc być sprawiedliwym.... 

Nie no wystarczy ze napiszecie, że wolicie tamtą ;)

NIE WIEM CZY MÓWIŁAM ALE JESTEŚCIE ZA-JE-BI-ŚCI !!  PAMIĘTACIE MOJĄ PROŚBĘ O 20 KOMENTARZY? SPEŁNILIŚCIE JĄ TEGO SAMEGO DNIA! KOCHAM WAS ;*

Jak się wam podoba jego tatuaż ZAP? Mi? BAAAAAAARDZO *.* 

środa, 15 sierpnia 2012

Streszczenie.

 Nie mogę się zdecydować, a wasza ankieta mi nie pomaga bo liczba cały czas jest zbliżona do siebie... Na obie wersje (zdaje mi się) że mam fajny pomysł a z nią na dzień ta liczba wzrasta [dojdzie do tego że opowiadanie będzie miało 100 rozdziałów -.-]
A więc po co ten wpis? 
Wczoraj w łóżku (oczywiście jak zawsze nie mogłam zasnąć i wymyślałam historyjki xD) wpadłam na pomysł by napisać takie jak by streszczenie albo plan wydarzeń... Co wy na to? Oczywiście na piszę tylko tak jakby słówkami żeby wam nie zepsuć wrażenia ;) 
Mam nadzieje ze to wam ( i mi ) pomoże w wybraniu wersji ;D Liczę na waszą pomoc 9 pod ostatnim udowodniliście na co was stać! BYŁO 20 KOMENTARZY WIECZOREM TEGO SAMEGO DNIA KIEDY DODAŁAM!! KOCHAM WAS, TERAZ JEST JUŻ 30 WIĘC WOOOOOW NAJLEPSZY WYNIK JAKI UDAŁO MI I WAM SIĘ UZYSKAĆ)
W komentarzach napiszecie co lepsze, ok?


 ZE SNEM :
1. Pierwszy raz.
2. Spotkanie z rodzicami.
3. Wyprowadzka.
4. Zdrada i rozstanie.
5. Powrót.
6. Prośba o wybaczenie.
Reszta pomysłów DLA KAŻDEGO pozytywnych (chodzi mi o bohaterów opowiadanie xD ) 
[ mam pomysł by np. ślub umieścić również w tej wersji ale to było by w innych okolicznościach chociaż tych samych postacie xD ] TAK TYLKO MÓWIĘ xD

 ZE ŚMIERCIĄ:
1. Przyprowadzka (chyba nie ma takiego słowa, ale chyba wiecie o co mi chodzi nie? że ktoś sie przyprowadzi ;D )
2. Depresja/załamania nerwowe/odtrącenie.
3. "Powrót" do normalności.
4. Ślub.
5. Poznanie rodziców.
6. uuupss.

Oczywiście to wszystko nie będzie w jednym rozdziale tylko w kolejnych ;)  A no i to nie są wszystkie pomysły ;) można powiedzieć ze to zalążki ;D
To jak? Która lepsza?
Prosiła bym byście w komentarzach napisali np. SE SNEM albo ZE ŚMIERCIĄ na samym początku wielkimi literami by rzucało się w oczy ( taka tam moja prośba) a jak zrobicie "enter" to napiszecie resztę jak będziecie chcieć . ;*  ♥

JAK JA WAS CHCE PRZEPROSIĆ ZA TO CAŁE ZAMIESZANIE!W INNYCH BLOGACH TEGO NIE MA ZE TO WY MUSICIE WYBIERAĆ CO CHCECIE... PRZEPRASZAM, ALE JESTEM DZIWNA I INNA  ;/ 
TAK MI GŁUPIO ŻE WAS TAK WYKORZYSTUJE ALE TAK BARDZO CHCE ŻEBY SIĘ WAM PODOBAŁO ... NAPRAWDĘ ♥ MAM NADZIEJE ZE MI WYBACZYCIE, PRADA... 
LICZĘ NA WASZĄ POMOC .. A JEŚLI CHCECIE MNIE ZA TO ZWYZYWAĆ CZY COŚ TO ŚMIAŁO GOTOWA JESTEM NA TO ZE MOGŁAM WAM NERWY RUSZYĆ ;) 

 WCIĄŻ MAM PRZED OCZAMI TEN MOMENT ♥

czwartek, 9 sierpnia 2012

Rozdział 39. (druga wersja)


Dom chłopaków w tym momencie był moim jedynym domem. Czułam się tak jakby ktoś wyrwał mi moje cerce. Jak by moja dusza rozpadła się na kawałki a to co zostało ze mnie to tylko resztki.  Właściwie to tak było.
- Sam wypij to. – pani Monika podała mi szklankę z wodą i jakąś tabletkę – To uspokajające, nie bój się. – chwyciłam to co mi podawano. Połknęłam i wypiłam łyk wody. Wywołało to u mnie odruch wymiotne. Szybko pobiegłam w stronę toalety. Zwymiotowałam. Zapłakana zsunęłam się na podłogę opierając głowę o zimną ścianę. Strata rodziców to coś co może być najgorsze w życiu. A przecież mam dopiero 17naście lat. Dlaczego akurat ja? Co ja komu zrobiłam że musieli zabrać mi rodziców. Nienawidzę za to siebie i całego świata. Musiałam się położyć. Mój organizm był i tak bardzo osłabiony. Tyle godzin bez snu, jedzenia chociaż nic bym nie zjadła bo przecież nawet po łyku wody wymiotowałam. Wstałam i spojrzałam w lustro.
- Jak ja wyglądam… - przejechałam palcem po policzku. Całe czerwone i na opuchnięta. A moje oczy? Zamiast koloru białego był intensywnie czerwony. To co na twarzy nie było czerwone było przeraźliwie blade. Zrzuciłam z siebie ubrania i wślizgnęłam się po prysznic. Chłodne strumienie wody obmywały moje ciało. Szkoda tylko że nie serce.
- Sam weź się w garść. – zaczęłam gadać sama do siebie. – Ludzie maja gorzej od ciebie. Przez całe życie miałaś wszystko czego tylko chcesz a teraz może czas na zmiany. Teraz wszystko się zmieni. Ale muszę się wziąć a garść. Nikt nie będzie się nade mną użalał. Alex ma swoje życie ze swoją mamą nie będą wiecznie mnie niańczyć. A Zayn? On ma karierę. Nie będę mu w niej przeszkadzać. – zakończywszy swój monolog zakręciłam wodę i wyszłam z łazienki owinięta ręcznikiem.  Mama mojej przyjaciółki posłała mi spojrzenie pełne współczucia. Zwiesiłam głowę i założyłam kosmyk włosów za ucho.
- Tylko się ubiorę i zaraz wam wszystko powiem gdzie, co i jak. – wymusiłam uśmiech.
- Nie musisz! – zaprotestowała szybko Alex. – My sobie jakoś damy radę, a ty idź się prześpij. – pokiwałam przecząco głową.
- Nie chce być sama w pokoju. Muszę coś robić żeby nie Myślec o tym. – przygryzłam wargę by powstrzymać łzy. Ruszyłam w stronę pokoju Zayna. Uśmiechnęłam się na widok porozwalanych jego koszulek. On zawsze bałaganił tak jak tata tyle że jego mama zawsze goniła za to. Na wspomnienie tego też się uśmiechnęłam.

- To gdzie jest cukier? – po raz kolejny spytała Alex.
- W szafce na prawo. – uśmiechnęłam się. Przyjaciółka sięgnęła ręką  do szafki i wyjęła to co potrzeba. Podwinęłam niesforne rękawy koszuli Malika. Musiałam ją ubrać bo nie mogłam znaleźć nic swojego. Objęłam dłońmi gorący kubek z herbatą. Pani Monika kazała mi ja wypić twierdząc że mi pomoże.
- W ogóle to dziękuję za tą tabletkę. Uspokoiłam się trochę. – ucieszyłam się na dźwięk swojego głosu. Nie był już zachrypnięty od płaczu i drżący, coraz bardziej przypomniał mi mój normalny głos.
- Nie ma za co. – posłała mi ciepły uśmiech. Nie pewnie wypiłam malutki łyk herbaty. Raczej nic się nie polepszyło  gdyż znów mój brzuch wariował gdy coś się do niego dostało.
- Obrazicie się jak się położę? Nie czuje się najlepiej. – zamknęłam oczy i przetarłam dłonią czoło.
-  Sam coś cie boli? – zaniepokoiła się kobieta. Tak boli mnie serce na myśl że straciłam rodziców.
- Nie – skłamałam gdyż tamta odpowiedź nie była zbyt stosowna – Jestem tylko zmęczona.
- Gdzie jest twój pokój albo Malika to cie odprowadzę – wzięła mnie pod rękę przyjaciółka. Powoli wstałam.
- Położę się tutaj. Nie chce być sama na górze. – Alex podprowadziła mnie pod kanapę. Powoli się położyłam, dziewczyna przykryła mnie kocem który leżał na brzegu.
- Dziękuję. – złapałam ją za rękę. – Że jesteś ze mną. – uśmiechnęłam się szczerze przez łzy. Przysiadła obok i zaczęła głaskać mnie po głowie.
- Po to jestem żeby być z tobą. – zaśmiała się cicho. Czułam ją cały czas przy sobie do czasu aż zasnęłam.
~ALEX~
- Po to jestem żeby być z tobą. – zaśmiałam się przygryzając z całej siły wargę by powstrzymać płacz.
Siedziałam przy niej póki nie byłam w stu procentach pewne że zasnęła. Cicho odsunęłam się od  niej i ruszyłam w stronę mamy. Stała do mnie tyłem gdy się tylko odwróciła widać było że płacze. Teraz gdy Sam zasnęłam mogłam spokojnie ujawnić wszystkie swoje emocje.
- Mamo ona na to nie zasłużyła. – powiedziałam cicho by nie zbudzić przyjaciółki.
- Wiem kochanie. – przytuliła mnie mocno do siebie. – Wiem. – płakałam jak małe dziecko w ramie mamy. W tej chwili przez głowę przechodziły mi wszytkie wspomnienia związane z jej rodzicami. Wspólne wyjazdy na wakacje, imprezy które pozwalali nam organizować w ich domu w Polsce. Sam na serio miała cudownych rodziców nigdy niczego jej nie zabraniali dzięki temu sama dobrze wiedziała co dobre a co złe. Tak bardzo ja kochali.
- Mamo, co teraz z nią będzie? - - spojrzałam na jej zapłakane oczy, moje zapewne nie były gorsze skoro mama miała mokre całe ramie.
- Nie mam pojęcia. Nad tym cały czas myślę. Jej rodzice mieli jakieś rodzeństwo? – spytała mnie.
- Z tego co wiem to jej tata miał brata. Nawet nie wiem czy on jeszcze żyje. Możemy wyjść na zewnątrz? Strasznie mi duszno i trzeba uważać żeby nie obudzić Sam, dawno nie spała. Musi trochę odpocząć.
- Zostawię uchylone drzwi żeby słyszeć czy się budzi? – stwierdziła moja rodzicielka kiedy staliśmy już pod drzwiami. Przytaknęłam.
Usiadłam na schodku z zamkniętymi oczami. Odchyliłam głowę do tyłu zaczerpując świeże powietrze.
- Ja czuje się do dupy to co dopiero ona. – stwierdziłam cicho.
- A to kto? – spytała mama gasząc papieros o barierkę na tarasie. Niechętnie otworzyłam oczy i spojrzałam na ulicę przed domem. Właśnie parkowało czarne długie auto.
- To chyba chłopaki. – stwierdziłam niepewnie sama nie wiedząc kto to może być. Z auta wybiegł chłopak a za nim tyle, że wolniej czwórka innych. Wstałam czekając aż podejdą bliżej.
- Gdzie ona jest? – spytał Zayn. Zwinnie skoczył po schodkach.
- Stój! – podniosłam trochę głos i przytrzymałam chłopaka za rękę. Odwrócił głowę w moją stronę posyłając mi spojrzenie pełne złości. – Dopiero co zasnęła. Nie więcej niż 15 minut temu a jak chciał byś wiedzieć nie spała od dawna tylko cały czas płakała.
- A jak chciała byś wiedzieć – wyrwał szybko swoją rękę – nie było mnie w tedy przy niej przez zasrany koncert wiec uszanuj to ze chce chociaż teraz przy niej być. – w jego oczach było pełno smutku i złość? Ta chyba się wkurzył.
- Alex. – upomniała mnie mama odciągając za bok za ramię.
- No co?! – warknęłam cicho wkurzona na tego Malika. Mama tylko pokiwała powoli głową na lewo i prawo.
- Jestem Monika. Mama Alex i bliska przyjaciółka rodziców Sam. – powiedziała spokojnie mama wyciągając rękę do chłopaka który uścisnął ją śmiało. To samo zrobiła z resztą chłopaków którzy już zdążyli pojawić się w naszym pobliżu.
- Dobry wieczór proszę panią. Przepraszamy za to, ze tak długo musiałyście na nas czekać.  – odezwał się chyba Liam jak dobrze pamiętam. – Mamy nadzieję, że zostanie pani tu z nami wraz z Alex i Sam.
- Tylko nie panie. Czuje się wtedy taka stara. Po prostu Monika. – posłała im ciepły uśmiech. – Zayn? – powiedziała niepewnie. Chłopak przytaknął. – Sam zasnęła tu w salonie na kanapie. Bądź proszę ostrożny  i  niż zbudź jej jest taka wyczerpana. – powiedziała przejęta. Chłopak  w ciągu sekundy był już przy mojej przyjaciółce. Złapałam mamę pod rękę i kładąc jej głowę na ramieniu weszłyśmy do mieszkania. Spojrzałam w stronę Sam. Wyglądała tak jak by dalej spała więc kamień spadł mi z serca. Zayn klęczał na podłodze obok dziewczyny gładząc jej policzek. Co chwilę przecierał ręką swój policzek. Przyjrzałam się jemu. Również płakał. Dopiero teraz to zauważyłam. Odwróciłam głowę w stronę reszty chłopaków. Blondyn szedł przytulony do Liama plącząc mu w ramię. To był taki okropny widok. Automatycznie do moich oczu znów napłynęły łzy. Odwróciłam szybko głowę.

~SAM I ALEX~
 (narracja S. będzie pierwszoosobowa a narracja A. trzecio)


Poczułam cholerny ból głowy który wy budził mnie z mojej drzemki. Otworzyłam oczy. Na sofie w  salonie chłopaków a przede mną mną znajdował się Zayn. Mimo wolnie się rozpłakałam.
- Powiedz mi że to nie prawda… Proszę. – Chłopak spojrzał na mnie smutnymi oczami w których roiły się łzy. A mnie znów zalała fala gorzkich łez. Zayn bez namysłu mnie przytulił. Tak bardzo tego teraz potrzebowałam. Jego potrzebowałam. Chłopak wyciągnął mnie spod koca i wziął na ręce. Usiadł na fotelu, posadził mnie u siebie na kolanach i przycisnął do swojej klaty.
- Przepraszam ze od razu nie przyjechałem… - szepnął i pocałował mnie w głowę.
- Cieszę się ze teraz ze mną jesteś. – wtuliłam się w niego a on okrył mnie ramionami. Czułam się tak jakby odgradzał mnie od złego. W jego ramionach czułam się bezpiecznie.

- Nie przepadam za nim. – wypowiedziała te słowa prosto z serca. Oczy piątki osób przebywających razem z nią w kuchni były zwrócone na nią.
- Za Zaynem? – spytał zszokowany Liam.
- A co on ci zrobił? – dopytywał się Niall który co chwila korzystał z chusteczek higienicznych.
- Taki jakiś cwaniakowaty – chwyciła szklankę z sokiem.
- Ja pokażę pani pokój. – zaoferował się Liam.
- Monika. – poprawiła go matka dziewczyny. Chłopak lekko stuknął się w czoło i ruszył po schodach a za nim kobieta. Nastolatkowe siedzieli  w ciszy przyglądając się Zaynowi i Sam którzy siedzieli w salonie. Po chwili dołączył do nich Liam.
- A gdzie mama? – dziewczyna spytała się chłopaka odwracając się do niego.
- Położyła się. – stwierdził. – Jest problem. – zwrócił tym na siebie wzrok wszystkich. Sam podniosła głowę i spojrzała na Liama. Na jej widok coś chwyciło mnie za serce. Była strasznie smutna, zapłakana i zasmarkana.

- Co się stało? – powiedziałam słabym głosem.
- Nic ty kochana się tym nie przejmuj. – posłał mi uśmiech pełen miłości. Nie chętnie wstałam z kolan Zayna, który jeszcze przed chwilą tulił mnie do siebie kołysząc i całując po głowie. Kolejny raz podciągnęłam rękawy za dużej koszuli chłopaka i chwiejnym krokiem ze spuszczoną głową podeszłam pod grupkę przyjaciół. Oparłam się o blat i uniosłam głowę. Z zaskoczenia ktoś się do mnie przytulił.
- Sam… - usłyszałam załamany głos Nialla. Oplotłam swoje ręce w Okół jego szyi i oparłam czoło o jego ramie. – Przepraszam ale musiałem to zrobić. – spojrzałam w jego niebieskie oczy. Chłopak był taki smutny i zapłakany chociaż widać było, że starał się jak mógł by nie płakać.. Jego ramie ścisnął Harry.
- Gdzie jest twoje mama? – spojrzałam na swoja przyjaciółkę.
- Położyła się. – wyprzedził ja Liam. – Wszyscy powinniśmy, szczególnie ty kochana. – posłał mi uśmiech.
- Najpierw powiedź jaki jest ten problem. 
- Nie jest to żaden poważny problem. – uśmiechnął się do mnie szerzej.  – tylko taki, że mama Alex zajęła ostatnią wolna sypialnię…
- Przecież może wziąć moja. – przerwałam mu. – Liam zawsze robisz jakieś problemy. – uśmiechnęłam się do niego szeroko.
- Właśnie przecież to jasne że będzie sapać ze mną. – obiją mnie ramieniem Zayn. Oplotłam ręce wokół chłopaka i ruszyliśmy w stronę pokoi. 

____________________________________________
A oto druga wersja tego rozdziału. Co o tym sądzicie? 
Szczerze? To chyba za szybko dodałam ten rozdział, nie? xD 
To co sądzicie o tym? Która wersja lepsza? Szczęśliwa czy smutny? Muszę was uprzedzić że ten smutny będzie smutny... so...  
A co ja wolę pisać? Szczerze? To nie za bardzo jest mi to obojętne bo wolę jedna z tych wersji... Którą? Nie powiem bo to wy macie zdecydować, miśki wy moje ;) Liczę że pod tym będzie sporo komentarzy i odpowiedzią którą opcje mam pisać.
Wiem ze to nie realne ale 

NASTĘPNY ROZDZIAŁ DODAM DOPIERO KIEDY POD TYM ROZDZIAŁEM BĘDZIE PONAD 20 KOMENTARZY Z ODPOWIEDZIĄ KTÓRĄ WERSJE WOLICIE.

Nie chce dodawać wcześniej bo chce żeby to większość zdecydowała ;) No to do zobaczenia pewnie za pół wieku bo 20 komentarzy na tym blogu to ;o nie wykonalne xD 


 Taki tam mój Bieberek *__*
 

sobota, 4 sierpnia 2012

Rozdział 39.


- Sam… - ktoś wypowiedział moje imię. Rozejrzałam się dookoła. Siedziałam w  pokoju Zayna przytulona do poduszki. Co chwilę pociągałam nosem.
- Sam… - znowu. W moich oczach wciąż było pełno łez ale czy mogły mi one zasłaniać normalny widok? W pokoju oprócz mnie nikogo nie było… Nie powiem przestraszyłam się. To wszystko co się wydarzyło w ostatnim czasie… Jak dla mnie to za dużo. Śmierć obojga rodziców to za dużo dla każdego… Przetarłam ręką po policzkach a w poduszkę wytarłam zapłakane oczy. Ręką szukałam po omacku pstryczka by włączyć lampkę przy łóżku.
- Sam! – głośniej. Wszystko zrobiło się czarne. – Sam, obudź się! – otworzyłam oczy. Leżałam na łóżku a nade mną znajdował się Zayn. Piekły mnie oczy. Przejechałam wierzchem dłoni po policzkach. Były mokre. Mimo wolnie się rozpłakałam.
- Powiedz mi ze to nie prawda… Proszę. – podniosłam się lekko na łokciach. Spojrzałam błagalnie na chłopaka.
- Co jest prawdą? – spojrzał na mnie zaniepokojony. – Kochanie, płakałaś… - dotknął mojej twarzy. – Obudziłem się i od razu musiałem ciebie obudzić. Musiałaś mieć straszny sen… - jego głos był jeszcze bardziej czulszy. Wow, skoro obudziłam Zayna to serio musiałam nieźle płakać. Chłopak mocno mnie przytulił. – Już wszystko dobrze.
- Śniło mi się, że moi rodzice zginęli w wypadku… - cicho wyszeptałam, chłopak cicho jękną i mocniej mnie przytulił. – Że zostałam sama…
- A ja? – spytał od razu nie dając mi dokończyć mojej wypowiedzi.
- Masz trasę. To wszystko było takie realistyczne. Wyjechałam od was, wróciłam do Londynu, był ten wypadek, ty byłeś tu, Alex w Polsce a ja sama. Dopiero na drugi dzień Alex przyleciała ze swoja mamą… - Mówiłam przytulona do chłopaka przyciskając buzie do ramienia chłopaka.
- A ja? – Zayn powtórzył swoje pytanie.
- Masz trasę – powtórzyłam. – miałeś przyjechać za kilka dni kiedy uprzedzisz fanów, ze musicie odwołać kilka koncertów. – Wydusiłam z siebie już całkiem padnięta. Ten sen wcale nie sprawił, że mam więcej sił, wręcz przeciwnie… Czułam się jak własny cień. Odsunęłam się od chłopaka i wyciągnęłam rękę w stronę półki obok łóżka. Złapałam telefon i wykręciłam numer do taty.
- Sam? Co się stało? – kamień mi spadł z serca  gdy usłyszałam jego głos.
- Nic. Tak bardzo cie kocham tato. – odpowiedziałam ucieszona.
- Coś się stało? – spytał przerażony.
- Wiesz, nie przyjeżdżajcie jutro po mnie i po Alex z mama.
- Dlaczego? – spytał podejrzliwie.
-  Po co się macie fatygować. – zaśmiałam się głupkowato. Nie chciałam by przyjechali bo bałam się. Bałam się ze ten głupi sen… Nie ważne.
- Nie wygłupiaj się.
- Są taksówki, prawda? No damy sobie radę. A wy się nacieszcie ostatnimi chwilami samotności. – zaśmiałam się.
- Jak chcesz. – zaśmiał się.
- Kocham cię.  A powiedź mamie że ja  kocham. Pa. – rozłączyłam się. Zayn uśmiechnął się do mnie szeroko i pocałował w czoło.
- Jak by coś ci się stało lub potrzebowała byś mnie nie patrzył bym na jakieś tam koncerty. – oznajmił stanowczo patrząc mi prosto w oczy.
- To słodkie, ale Zayn rozumiem cię. Masz swoje życie… - po raz kolejny w tej naszej krótkiej rozmowie chłopak przerwał mi moją wypowiedź.
- Ty jesteś moim życiem. – zatopił swoje usta w moich. Jego język masował moje podniebienie sprawiając że w pewnym stopniu  zapomniałam o tym okropnym śnie.
- Kocham cię. – powiedział przykładając czołom swoje do mojego patrząc mi przy tym głęboko w oczy. Uśmiechnęłam się.
- Ja ciebie też. – cmoknęłam go delikatnie w usta. Opadłam na poduszkę. Zayn sięgną ręką by wyłączyć światło. W pokoju zapanowała ciemność. Malik w ciągu kilku sekund ułożył się wygodnie obok mnie przyciągają mnie do siebie. Ułożyłam się wygodnie w jego ramionach. Zamknęłam oczy i przez moje ciało przeszedł nie przyjemny dreszcz. Przed oczami wciąż miałam tamten widok. Ten cholerny sen nie dawał o sobie zapomnieć.
- Jestem tu. – szepnął mi do ucha. Znalazł moją dłoń i splótł nasze palce razem. On sprawiał ze czułam się inaczej, bezpiecznie i wyjątkowo. Sama nie wiem kiedy w końcu udało mi się zasnąć.

- Ale dlaczego nie możemy pojechać z tobą na to lotnisko. – spytał ponownie już Niall z obrażoną miną. Harry automatycznie wywrócił oczami. Podeszłam blisko do Horana i objęłam go jednym ramieniem.
- Nialler… - uśmiechnęłam się do niego szeroko.
- Tak, tak… Wiem twoi rodzice nie mogą zobaczyć nas – ruchem ręki wskazał wszystkich chłopaków wraz z sobą – razem z tobą. – nadąsał się.
- No to po co się głupio pytasz? – zaśmiałam się i położyłam głowę na jego ramieniu.
- Będziemy tęsknić. – uśmiechną się i przytulił mnie mocno. Po kolei żegnałam się z każdym z chłopaków.
- Jak ja wytrzymam bez ciebie? – jęknął Zayn ujmują c moja twarz w dłonie.
- Dasz radę. -  pocałowałam go namiętnie.
- Sam! – krzyknęła Alex łapiąc taksówkę. Zayn jękną i zrobił smutną minę.
- Muszę już iść. – ani ja ani on nawet na milimetr się od siebie nie odsunęliśmy. Nasze usta złączyły się w pocałunku.
- Sam! – krzyknęła Alex. – Choć już! – chłopak oderwał się ode mnie. Złapałam jedna ręką swoją walizkę i odsunęłam się do Zayna. Chłopak ciągle trzymał moją drugą, wolna dłoń. Oddalałam się a on nie chciał jej puścić.
- Będę tęsknić. – krzyknęłam gdy oddaliłam się od wszystkich.
- My też. – odpowiedzieli równo.
- Kocham cię. – przekrzyczał ich Malik. Cicho się zaśmiałam i pomachałam im. Zasiadłam w  taksówce obok przyjaciółki. Kierowałyśmy się na lotnisko.
- Ale wy jesteście słodcy. – zaśmiała się moja przyjaciółka. – Tacy zakochani. – poruszała zabawnie brwiami. Pokazałam jej język. Mój telefon za wibrował. Sieknęłam do torby w której jak zwykle nic nie mogłam znaleźć by sprawdzić od kogo dostałam esemesa. Nie mogłam go nigdzie znaleźć. Ręką pomacałam swoje kieszonki.
- Brawo ja. – mruknęłam. Wyjęłam komórkę z kieszonki i odczytałam wiadomość. „Tęsknie uśmiechnęłam się do ekraniku. Zaczęłam mu odpisywać. No i tak się zaczęło. Siedziałam pochłonięta esemesowniem ze swoim chłopakiem.
- Słuchasz mnie? – Alex pomachała mi dłonią przed oczami.
- Oczywiście. – położyłam telefon na kolanach. – Zawsze i wszędzie kochanie.  – wysłałam jej buziaka w powietrzu. – Kontynuuj. – uśmiechnęłam się szeroko i uniosłam telefon do góry. Do lotnisko dojechaliśmy po 15 minutach. Lot samolotem był spokojny, znaczy cały przespałam.

- A twoi rodzice gdzie? – rozejrzała się dookoła moja przyjaciółka.
- W domu. – odpowiedziałam odruchowo. Posłała mi spojrzenie w stylu „wtf”. – Zadzwoniłam do nich żeby nie przyjeżdżali. Damy sobie radę. – objęłam ja ramieniem i wspólnie ruszyłyśmy na zewnątrz.
- Łapać taksówkę czy spacerek? – poruszałam brwiami.
- Bolą mnie nogi w tych butach. Jedźmy do ciebie, odpoczniemy chwilę i pójdziemy na spacer. – uśmiechnęła się. Złapałyśmy taksówkę i w 10 minut byliśmy pod moim domem. Wparowałyśmy do mieszkania akurat w momencie kiedy tata przytulał i całował mamę.
- Fuuuuuj. – jęknęłyśmy obie w jednym momencie.
- Sama mówiłaś że mamy się nacieszyć sobą, prawda? – uśmiechną się tata i podszedł pode mnie.
- Tato – wtuliłam się w niego. – Kocham cie. Tęskniłam za wami. – odsunęłam się od niego i podeszłam pod mamę. Tata się w tym samym momencie przywitał z Alex.
- Kocham cie mamusiu. – pocałowałam ją w policzek.
- Sam… - zaczął tata spoglądając na mnie podejrzliwie.
- Tak? – odsunęłam się od mamy i podeszłam pod lodówkę wyjmując karton z sokiem.
- Zrobiłaś coś i chcesz czegoś? – uniósł jedną brew do góry.
- to teraz nawet nie mogę powiedzieć wam że was kocham tak bez powodu? – postawiłam sok na stole i odwróciłam się do szafki po dwie szklani. Rodzice wymienili z moją przyjaciółką spojrzenia. Nalałam jej soku. Alex pochwyciła szklankę i opadła ciężko na krzesło.
- Zmęczone? – spytała mama robiąc coś na kuchni. Wyciągnęłam rękę by spróbować co tam robi. Ale zamiast dostać coś do jedzenia dostałam po ręku. – Potem. – zaśmiała się.
- Lećcie się odświeżyć i na obiad zejdźcie. – przekazał nam tata. Tak też zrobiłyśmy. Alex zajęła pokój w którym już kiedyś spała a ja wparowałam do swojego pokoju. Wyjęłam z szafy cichy i udałam się pod prysznic. Gorący strumień wody lał się na mnie rozluźniając moje ciało. Wyszłam spod prysznica, związałam swoje włosy a byle jakiego koczka, ubrałam się. Lekko pomalowałam i wyszłam z pokoju. Alex ubrana w to właśnie zamykała drzwi.
- Idziemy potem się przejść? – zaproponowałam gdy dochodziłyśmy do kuchni.
- No pewnie. – pisnęła uradowana widząc obiad na stole. Mi samej zaświeciły się oczy. Podbiegłyśmy szybko do stołu i usiadłyśmy.
- Było pyszne. – jęknęła z zadowolenia Alex popijając sok.
- Racja. – zaśmiał się tata
- Niebo w gębie. – podsumowałam. Mama podała nam jeszcze ciasto czekoladowe.  Chwyciłam telefon i zrobiłam zdjęcie ciastu. „Nawet nie wyobrażasz sobie jakie to jest pyszne xx” i dodając do tego zdjęcie wysłałam wiadomość do Nialla. Po kilku minutach dostałam odpowiedź „Jesteś podła ;P” uśmiechnęłam się.
Po upływie 20 minut wyszłyśmy z Alex z domu. Szłyśmy powoli chodnikiem.
- To gdzie idziemy? – rozpuściłam włosy i opadły mi na ramiona.
- Lody! – krzyknęła w odpowiedzi Alex i już jej nie było. Zanim się zorientowałam przyjaciółka stała w kolejce do budki z lodami.
- Mi czekoladowe! – krzyknęłam do przyjaciółki i usiadłam na ławce. Wystawiłam twarz w stronę słońca.  Korzystać z takich chwil trzeba.
- Trzymaj. – otworzyłam oczy i przed samym nosem miałam lody.
- Dziękuję. – uśmiechnęłam się słodko.

- Idziemy do Milkshake City? – wypaliła brunetka ruszając śmiesznie brwiami. Spojrzałam na nią z szeroko otwartymi oczami i uniosłam loda do góry.

- No przecież to jest kawałek stąd – pokazała mi język.

- No to dajesz. – wstałam i ruszyłyśmy wolnym krokiem do naszego nowego celu. Po małym spacerku byłyśmy na miejscu. Zamówiłam nam shaki. Usiadłyśmy na zewnątrz na ławce.

- Jak tam? – spytała mnie przyjaciółka zadowalając się swoim napojem.

- Ale że co? – spytałam zdezorientowana.

- No jak tam między tobą a Zaynem. – zaśmiała się.

- A bardzo dobrze. A Tobą a Chrisem?

- Bosko. – westchnęła. – Robiliście już… no wiesz… - spojrzała na mnie.

- To. – przytaknęła. – Nie. – zakrztusiła się swoim shakiem. – No co? Czekam…

- A to żeby Zayn nie chciał już czekać?

- Zayn mówił że nie ma z tym problemu. – broniłam się. Spojrzała na mnie spod łba.

- Jesteście razem od…?

- Pół roku. – sama nie mogłam uwierzyć. – Sugerujesz, ze powinnam… no wiesz.

- Nie śpiesz się. – wstała i zaczęła się śmiać. – My tego też nie robiliśmy. – zmrużyłam oczy. Jej uśmiech zszedł z twarzy i zaczęła się powoli wycofywać. Nasz powrót do domu polegał na jej ucieczce a na moim pościgu.

 

- Chcecie coś na kolacje? – spytała nas mama gdy siedziałyśmy w salonie i oglądałyśmy kanał muzyczny.

- Możesz coś nam zrobić jak chcesz. – uśmiechnęłam się słodko. Alex szturchnęłą mnie w ramie.

- Co ty chcesz? – odwróciłam głowę w jej stronę i przeniosłam wzrok na telewizor na którym widniał tak dobrze już znana plaża. Obie zaczęłyśmy skakać po sofie, fotelach i po sobie śpiewając WMYB. Gdy zbliżała się solówka Harrego tata wparował do salonu i zaśpiewał tekst. Razem z mamą i przyjaciółką patrzyłyśmy się na niego z otworzonymi ostami.

- No co? Często w radiu to puszczają. – wzruszył ramionami i udał się do kuchni zabierając mamie jedna z Knapek. Dołączyłyśmy do nich. Po posiłku poszłyśmy do pokoi. Wzięłyśmy prysznic, Alex przyszła do mnie i razem oglądałyśmy filmy. Rano obudziła mnie głośna wymiana zdań rodziców. 

________________________________________________

MUSZE WAS BARDZO PRZEPROSIĆ ZE TAK DAWNO NICZEGO NIE DODAWAŁAM1  Nie mogłam się zeprać by siąść i napisać coś, wy pewnie i tak nie możecie czytać bo macie kolonie, wyjazdy itp. PRZEPRASZAM! Mam nadzieje, że się nie obraziliście na mnie za to i przestaniecie to czytać... oby nie ;** 
Albo mi się zdaje albo dłuższy jest jakiś xD


JAK ZAUWAŻYLIŚCIE W OSTATNIM ROZDZIALE BYŁ WYPADEK... DŁUGO, NAPRAWDĘ DŁUGO SIĘ ZASTANAWIAŁAM CZY KONTYNUOWAĆ TAMTEN WĄTEK CY POTRAKTOWAĆ GO JAKO SEN. MIĘDZY INNYM BYŁ TO JEDEN Z POWODÓW NIE DODAWANA TAK DŁUGO NOWEGO ROZDZIAŁU.
A WIĘC. MOJE PYTANIE BRZY MI TAK
NAPISAĆ ROZDZIAŁ 39. JESZCZE RAZ I DODAĆ GO TYLE ZE BĘDZIE W NIM KONTYNUACJA AKCJI Z WYPADKIEM. A WY PO PROSTU WYBIERZECIE KTÓRA OPCJA LEPSZA. NIE USUNĘ TEGO ALE DODAM I TAMTEN. BĘDĄ DWA 39. I TO DO WAS BĘDZIE NALEŻAŁA DECYZJA KTÓRĄ HISTORIĘ WYBRAĆ! CO WY NA TO?

czwartek, 19 lipca 2012

Rozdział 38.


Otworzyłam zaspane oczy i ukazała mi się cała banda debili.
- Witam, dziękuję za obudzenie. – podparłam się na łokciach. Spojrzałam na zegar ścienny. Przetarłam oczy z niedowierzania.
- Cymbały dlaczego mnie obudziliście?! – syknęła. Spojrzeli na mnie niezrozumiale. Wywróciłam oczami i wskazałam na zegar.
- Ojej. – zaśmiał się. – Pomyliłem wskazówki. – podrapał się bezradnie po głowie Irlandczyk.
- Serio?! Wskazówki ci się pomyliły?! – fuknęłam.
- Złość piękności szkodzi. – odpowiedział w obronie.
- Nie ma czemu szkodzić. – rozległ się głośny śmiech Harrego. Posłałam mu dziwne spojrzenie. Bez sensu było kłaść się dalej spać więc wstałam z łóżka. Zayn powitał mnie soczystym buziakiem. Zamruczałam mu do ucha i udałam się do Łazienki. Nawet w pokoju było ciepło więc wcisnęłam się w ciuchy i pomalowałam się lekko.
- Sam! Szybko bo coś bym zjadł! – krzykną a raczej jękną Niall. Nacisnęłam klamkę i razem z chłopakami zamówiliśmy śniadanie do pokoju. W bardzo miłej atmosferze minęły te 2 dni. Razem z Alex wróciłyśmy do domu. Moja przyjaciółka od razu wróciła do Polski a ja do siebie. Dziwne, że tata nie przyjechał po mnie. Wyszłam na ulicę i kierowałam się w stronę parkingu taksówek. Ulica była pusta a wszyscy zmierzali w jednym kierunku. Nudziło mi się więc postanowiłam sprawdzić gdzie się zlatują. Zobaczyłam kratkę i kilka radiowozów. Podeszłam bliżej. Ludzie stali zaraz przy wstążce  która odgradzała najwidoczniej miejsce jakiegoś wypadku.  Nie miałam ochoty tego oglądać więc zaraz odwróciłam się na pięcie i chciałam złapać taksówkę i pojechać do rodziców. Ale mój wzrok przykuło coś leżącego w miejscu ogrodzonym, leżało to z boku ale tak że z tej odległość w jakiej się znajdowałam nic nie widziałam. Wytężyłam wzroki i rozpoznałam breloczek który był przymocowany do kluczyków  mojego taty. Do moich oczy napłynęły łzy. Upuściłam walizkę i zakryłam usta dłońmi.
- To nie może być prawda… - szepnęłam sama do siebie. Niepewnie stanęłam przy żółtej wstążce. Przymusiłam się by spojrzeć w stronę rozbitego auta. Mój świat się zwalił. Ujrzałam czarny wrak naszego samochodu. Był totalnie skasowany. Wybuchłam nieopanowanym płaczem. Przeszłam pod wstęgą i zaczęłam biec bliżej. Ktoś złapał mnie w pasie. Zaczęłam się wyrywać.
- Puść mnie!! To moi rodzice!! – wydarłam się na całe gardło. Płakałam żywnymi łzami. Lały się z moich oczu sprawiając że nic nie widziała.
- Ciii… - szepnął cicho policjant który mnie przytrzymał.
- To nie mogą być oni!! To nie może być prawda! Mieli mnie odebrać z lotniska… - opadłam na ziemię. Przyciągnęłam kolana pod samą brodę i oplotłam nogi rękoma. Bujałam się do przodu i do tyłu myśląc że cos mnie to uspokoi.
- Bardzo mi przykro… - kucną przy mnie policjant. – Choć. – złapał mnie pod łokieć. – Lekarz da ci coś na uspokojenie.
- Nie! Zostaw mnie! – wrzasnęłam zalana łzami. Mężczyzna odsunął się ode mnie o nawet nie pół metra. Patrzyłam na to jak pakują czarne worki do auta, jak strażacy wywożą rozbity samochód, jak policja zakuwa w kajdanki jakiegoś mężczyznę. Spojrzał na mnie. Spojrzał mi prosto w oczy. Wstałam i energicznie podbiegłam pod tego faceta.
- To ty! – wrzasnęłam gdy byłam już w niedalekiej odległości od niego. Cały czas płakałam nie nadążając wycierać łez z policzków. – To dzięki tobie jestem sierotą, tak? Nie mam już nikogo! – spojrzałam mu prosto w oczy. – Dzięki tobie. – powiedziałam ciszej.
- Przepraszam, nie zauważyłem że światła się zmieniły. – szepnął cicho.
- Myślisz że głupie przepraszam zwróci życie moim rodzicom?! – policjanci by uniknąć kontynuacji tej rozmowy zamknęli go w aucie. – Mam nadzieje, ze zgnijesz w pierdlu. – szepnęłam sama do siebie gdy radiowóz odjeżdżał.
Stałam sama na środku całego tego wydarzenia. Rozbolała mnie głowa, łzy wciąż jeszcze leciały. A w głowie wszystkie spędzone chwilę z rodzicami mi się odtwarzały, a było ich dużo gdyż poświęcali mi każdą swoja chwilę jako byłam ich jedynym dzieckiem.
- Możesz do kogoś zadzwonić by nie być teraz sama? – spytał lekarz gdy siedziałam w jednej z karetek. Drżącymi rękoma wzięłam od niego kubek z wodą i tabletki na uspokojenie. Pokręciłam przecząco głową.
- Wyprowadziłam się tu znaczy Londynu z rodzicami – znów zalałam się łzami – nie tak strasznie dawno. – połknęłam lek i wypiłam cały kubek wody. – Nie mam tu nikogo. Nie mam rodzeństwa, moja przyjaciółka mieszka w Polsce wraz z moja dalszą rodziną a mój chłopak jest aktualnie w LA. Okłamałam tatę by do niego pojechać, dzisiaj wróciłam a rodzice mieli mnie odebrać z lotniska, wie pan tata tak łatwo uwierzył, że lecę z przyjaciółką na jej zawody taneczne. – uśmiechnęłam się na wspomnienie tamtej rozmowy. – Tak bardzo się o mnie martwił i troszczył mama z reszta tak samo. – spojrzałam na lekarza patrzył się on na mnie smutnymi oczami, był on gdzieś w wieku mojego taty może trochę młodszy, usiadł obok mnie. Nie miałam na nic siły, wszystkie łzy musiałam już najwidoczniej  wypłakać po teraz „płakałam” bez łez które nie chciały już lecieć.
- Wciąż będą się o ciebie troszczyć. – obiją mnie ramieniem. – zawsze będą przy tobie. Nigdy nie odstąpią cie na krok. – Ile masz lat? 
- Jakieś 4 miesiące temu skończyłam 17. – wyjąkałam dobrze wiedziałam co to oznacza.
- Jeśli nie masz opiekuna prawnego trawisz do domu dziecka. – szepnął lekarz. Przytaknęłam.
- Moi rodzice byli prawnikami dobrze wiem co to wszystko oznacza. – wyciągnęłam telefon z kieszonki – Mógł by pan zadzwonić pod numery Alex i Zayn? Ja sama nie dam rady im o tym powiedzieć a nie chce być sama – pokręciłam przecząco głową – nie chce być sama. – popłakałam się po raz kolejny. Lekarz wziął ode mnie telefon. Kliknął w nim parę razy i odsunął się na odległość bym zbytnio nie słyszała rozmowy. Nogi bezradnie zwisały mnie za ulicę. Przyglądałam się ludziom spacerującym po ulicy. Każdy żył swoim życiem.
- Sam każdy ma swoje życie, nikt nie będzie się nad tobą litował. Jesteś już na tyle dorosła by sama się sobą zająć. – wypowiedziałam te słowa sama do siebie. – Ale jestem jeszcze nie doświadczona, potrzebuje mamy która będzie rozmawiała ze mną o wszystkim i taty który będzie nadopiekuńczy… - gadałam sama do siebie, ledwo co mówiłam tak jąkałam się od płaczu. Cały czas byłam rozhisteryzowana. Lekarstwa uspokajające nic mi nie pomogły. Po jakimś czasie wrócił pan doktor.
- Wszystko będzie dobrze. – czy on był na tyle głupi, że sądził, że w to uwierzę? – Pojedziesz teraz z nami do szpitala, tam poczekasz aż ktoś się po ciebie stawi. – wypowiedział te słowa z wielkim żalem. Przytaknęłam. W szpital siedziałam całą noc. Cała zapłakana, zasmarkana i drżąca. Potrzebowałam kogoś przy mnie, ale nikogo nie było. Ludzie odwiedzali swoich bliskich a ja siedziałam i czekałam aż ktoś się zlituje i przyleci do mnie. Sama w wielkim mieście, świecie. Sama jak palec najbardziej potrzebuję teraz swoich przyjaciół. Z rana przez główne drzwi wpadły dwie kobiety. Moja Alex ze swoją mamą.
- Sam, skarbie… - mocno przytuliła mnie moja przyjaciółka, jednak miałam jakieś łzy gdyż znów zalałam się cała na ramieniu swojej przyjaciółki. Siedziałam z nimi pewna chwilę aż się nie uspokoję. Obie płakały cały czas.
- Przyleciałyśmy jak najszybciej, przepraszam, ze musiałaś być tu sama – uścisnęła mnie mama mojej przyjaciółki.
- To ja przepraszam, ze musiałyście się do mnie fatygować. – wyszeptałam.
- Nie gadaj głupot! – uniosła się Alex.
- Właśnie! – poparła ja jej rodzicielka. – Pamiętaj, że je jesteś sama! Nigdy. Masz Alex i mnie. Zawsze możesz na mnie liczyć, pamiętaj. Za wibrował mój telefon ledwo co odebrałam.
- Sam kochanie… - usłyszałam głos Zayna.
- Potrzebuje ciebie i chłopaków – wyjąkałam.  
- Wiem ale przylecieć możemy dopiero jutro, przepraszam.  
- Rozumiem macie swoje obowiązki, swoje życie.
- Ty jesteś moim życiem – przerwał mi. – Fani zrozumieją jeśli przesuniemy nasze koncerty o kilka dni. Jesteś tam sama? – spytał zatroskany.
- Jest teraz już przy mnie Alex ze swoja mamą. – zrobiło mi się strasznie smutno Zayn chciał bym oddała słuchawkę na chwile swojej przyjaciółce. Po krótkiej rozmowie oddała mi telefon.
- Kazał mi iść do ich mieszkanie żebyś nie była… – urwała.
- Mądry chłopak… - rzekła jej mama. Wsiadłyśmy do taksówki i pojechałyśmy do domu chłopaków. Miałam klucz zapasowy więc do środka dostałyśmy się bez problemu… 

_________________________________________________
Jak się podoba? Chyba trochę inny niż reszta, smutniejszy nie? Pisząc to miałam świeczki w oczach... Ale to wam pozostawiam krytykę i opinie ;) 
 Przepraszam, że tak dawno nie dodałam nowego ale czasu nie mam ;/ WAKACJE W KOŃCU xx 
Korzystając z okazji Chciałabym prosić byście przeczytali i zostawili komentarz na tym blogu < klik > Wyraźcie tu swoja opinię na temat moich wypocin xdd ;D